środa, 12 lutego 2014

Yellow Muff

"Yellow Muff"
akryl na kartonie
50x40

To już ostatni "chrabąszcz" z kolorowego tryptyku HamKidowego.
Pierwszy był Red Nose, drugi Blue Bird, a teraz Yellow Muff.
Więcej nie będzie!
<iframe width="450" height="253" src="//www.youtube.com/embed/BOA15qs179w" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

czwartek, 9 stycznia 2014

,,Love Is In The Air..." wystawa & aukcja sztuki współczesnej



W końcu słowo ciałem się stało, czyli oczekiwany czas się ziścił :)

17 stycznia 2014 (piątek) o godz. 19.00, odbędzie się wernisaż wystawy 

,,Love Is In The Air: miłość - erotyka - seks"

w warszawskim oddziale Sopockiego Domu Aukcyjnego
Galeria Warszawa
ul. Nowy Świat 54/56

Wystawa potrwa od 18 I do 30 I 2014.

Wystawę sztuki współczesnej o tematyce ,,miłosnej" zakończy aukcja ukazanych dzieł.

Event patronuje Muzeum Erotyzmu.






Na wystawie sztuki współczesnej pojawia się moje trzy chrabąszcze:
dyptyk ,,Gone..." oraz ,,Waterfall"





Zatem już nie mogę doczekać się wydanego katalogu, który zapewne na dniach pojawi się na salonach oddziałów Sopockiego Domu Aukcyjnego w Polsce.






 Zapraszam wtedy :)





eh te wredne HamKidy :P




Blue Bird

Już jutro premiera pierwszej części "Nimfomanki".
To najlepsza okazja do zaprezentowania kolejnej odsłony HamKid'owego cyklu graficznego.
"Blue Bird"
akryl na wytatuowanej skórze
40x40

 "Red Nose", czyli pierwsza grafika z cyklu składał się z 5 odbitek. Trzy na kartkach, jedna na kimonkowej grafice jako jej uzupełnienie (od początku uważałem, że jest niekompletna) oraz jedna na jego czarnym brzuchu.
Minęły 3 miesiące i w miejscu gdzie narodził się Ofelion, powstała druga kalografia i jednak wbrew obawom skończyłem ze smerfnym ogonkiem.
Niestety tym razem brak trwałych odbitek dzieła.
Pozostało tylko kilka zdjęć zrobionych w pięknych okolicznościach przyrody.
Nie znacie dnia ani godziny, gdy HamKid znowu zaatakuje swoimi durnymi pomysłami!
<iframe width="450" height="253" src="//www.youtube.com/embed/i3-qr8wSD-E" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

czwartek, 2 stycznia 2014

ADO... 2014...

ADO 2014.01.01. AV


Czy można dostać w prezencie rok z czyjegoś życia?
Można...
A może jest to gratis tego dodatkowego, gdy ostatnie dni bytu zostaną mi kiedyś policzone?
Może...

klik  &  klik 

Jestem niesamowicie wzruszony i poruszony...
Chyba żadne słowa nie potrafią powiedzieć i ukazać, tego co czuje...
Już dziś tęsknie za Ofelionem a już jutro będę do niego powracać...

Dziękuje...


środa, 1 stycznia 2014

ADO END

Ophelion szczęśliwie dopłynął do celu!
365 dni - 365 zdjęć
Dużo wspomnień, anegdot, poznanych ludzi, dodatkowych zdjęć, kontuzji oraz urazów.
Przyznaję się bez bicia, że jestem bardzo zadowolony z finalnego efektu.
Najbardziej dumny jestem z wystawy "AlterEgo", gdzie wykonałem pierwszy w życiu performance, a zgodnie z tym co obiecałem, do końca roku wytrwałem bez strzyżenia włosów na głowie.

STATYSTYKI:
Łączna ilość wyświetleń zamyka się w około 18400 kliknięć, czyli jakieś 1500 na miesiąc. Pierwsze 3 miesiące się nie liczą, bo o projekcie nie wiedział pies z kulawą nogą, natomiast tylko w grudniu zajrzeliście ponad 3000 razy!

Ulubione zdjęcia:
07.12.2013. - 206
05.09.2013. - 131
17.11.2013. - 127
03.05.2013. - 97
20.12.2013. - 82
21.03.2013. - 72
03.12.2013. - 66
27.11.2013. - 61
13.12.2013. - 60

Zakładki:
Naked month by month - 938
Narcyz oraz About Ophelion - po 814

Kraje:
Polska, Stany Zjednoczone, Rosja, Wielka Brytania, Niemcy, Ukraina, Holandia, Szwecja, Serbia, Norwegia.

Blog ma dwoje oficjalnych obserwatorów, którym chciałbym bardzo serdecznie podziękować!
Tym cichym podglądaczom również dziękuję.
Zdjęcia skomentowano 109 razy.

PODZIĘKOWANIA:
Muzeum Erotyzmu oraz Under the Thach za reklamę.
Znajomym, rodzinie, koleżankom z pracy, a w szczególności Michałowi Buddabarowi za robienie zdjęć.
Stachowi Swobodzie za Topika.
JIM za udostępnienie aparatu.


środa, 25 grudnia 2013

Changes...



Myśląc czasem, że nic mnie nie zaskoczy, los zaczyna być przewrotny i za każdym razem pokazuje, że jeszcze wiele niezapisanych kart przede mną. 13 okazała się dla mnie bardzo łaskawa i owocna.

Był to niesamowity rok, zamykając go w 100% w pracy i zdarzeniach, które co rusz pokazywały jak wzrastać ku górze - bo chyba właśnie ,,góra" jest kwintesencją tego, jak po wzlotach i upadkach, ostatecznie lądowałem na 4 łapach (co już zdarzało mi się wielokrotnie) i chyba właśnie fakt pozytywu nad negatywem pozwalał mi dalej iść ślepo za tym co serce podpowiada - bo właśnie ścieżka serca i swojego szczerego pragnienia, okazała się najbardziej wartościowa, prawdziwa i spełniająca.

Czasem umysł chochlikami o noce nieprzespane przyprawiał - natura myślunkowa nie raz doprowadzała do łez i kołatania serca (co zdarza mi się coraz częściej i niekoniecznie chce się tym dzielić- intensywny tryb życia ma też swoje minusy), ale chyba na plecka się nie dostanie, ile nie da się udźwignąć. Doznanie w tym roku faktu śmierci mojego Taty, mocno mnie po telepały po emocjach. nakazując na mentalne zatrzymanie i ostatecznie determinując o decyzji - idę! Powróciły myśli o kruchości swojego bytu i wypadku z przed lat, który mógł skończyć się kalectwem. Jednak nie pozwoliło mi to na powiedzenie stop.





Wspaniałe miesiące w ,,ŻyWej Pracowni" na krakowskim Kazimierzu, gdzie ruszyłem z autorskim programem z grafiki warsztatowej, jednocześnie prowadząc zajęcia i działania w ŻyWej w materii codziennej. Noc Muzeów w Rydlówce czy Festiwal Rozstaje to tylko jedne z miejsc, gdzie miałem okazję się pojawić z warsztatem graficznym. Mało słów, które opiszą ten wspaniały czas spędzony u boku wspaniałej ekipy, która stała się moją rodziną (a powrót tam przed kilkoma tygodniami tylko to utwierdził). Będzie to moja perełka - moment dojrzewania i stanięcia w końcu na nogi w swej sile i sile osób które rękę podały.



Był to piękny rok, w pełni słowa ,,piękno"!





Miłe chwile w ,,Pracowni" Piwnicy Pod Baranami, gdzie okazjonalnie udało mi się również dłuta w ręce wziąć i twórczo spędzić czas z warsztatowiczami. 





Wykonanie kilku prywatnych malunków naściennych i przede wszystkim współpraca z firmą ,,Under The Thatch", gdzie mam możliwość zdalnie dziergać i gościnnie się pojawiać, tworząc murale i malunki we wnętrzach i konserwować meble. Urosłem w duchu, że potencjalnym odbiorcom tego co robię, może być tak naprawdę każdy, bo dano mi totalnie wolną rękę w pracy.






Współpraca z Sopockim Domem Aukcyjnym, gdzie w końcu chrabąszcze wyszły poza eter moich 4 ścian. 

Pojawienie się w kilku interaktywnych galerii, w których również mam możliwość figurować.







Kilka wystaw autorskich i zbiorowych, a przede wszystkim ta w Gdańskim Archipelagu Kultury ,,AlterEgo", gdzie w końcu duet kooperacyjny HamKid wyszedł na światło dzienne i można było nas po prostu... dotknąć. Był to moment kiedy uwierzyłem, że warto mieć marzenia i je spełniać, bo pragnąłem skrycie od początku naszej współpracy z hds'em, by taka wystawa powstała.






Mógłbym wymienić jeszcze kilka innych twórczych momentów, ale lepiej chyba cofnąć się w historię bloga,
gdzie można znaleźć całą resztę freak'owatych informacji.



Życie na walizkach, życie w podróży i ciągły pędzie za czymś... w drodze.... dokądś...
Wyjazdy, powroty, wyjazdy i powroty...
Nowo poznani ludzie, doznania, relacje...
Niczym w filmie Almodovar'a.

Jednak...



Spakowałem swoje manatki i zdecydowałem się na wyprowadzkę z Krakowa, w momencie, gdy mogłem pozostać i kontynuować to co zasiałem w Grodzie Kraka... Postanowiłem ślepo pożegnać się z przyjaciółmi i po kilku latach bytu wyjechać - co było jedną z lepszych decyzji dokonanych minionego roku - mimo, że nadal jestem w trasie Przemyśl - Kraków - Bydgoszcz - Gdynia - Sopot, a raczej ciągle gdzieś pomiędzy.





O doznaniach emocjonalnych mówić nie chce - blog to już nie jest dobre miejsce do opowiadania o swoim życiu prywatnym. Mogę tylko powiedzieć, że jestem po prostu szczęśliwym, dorastającym w końcu człowiekiem, mając u swojego boku prawdziwe piękno, które daje mi dotknąć pełnie wolnego życia :)
dostałem więcej, niż bym się spodziewał...




Od Nowego Roku klarują i szykują się kolejne dziwy...




Zatem wierzcie w marzenia i pamiętajcie, że strach ma tylko wielkie oczy... I lepiej niczego nie planować z góry, bo los zdaje się być totalnie przewrotny - warto obserwować i patrzeć się dookoła, niczego nie pomijając i podnosząc z pod stóp.

 Dostałem w ważnym momencie minionego roku do poczytania fajną opowiastkę - polecam - rusza ciut! Lepiej być jednak Pędzikiem i Nosem, niż Bójkiem i Zastałkiem.

Tego własnie Wam życzę w przyszłym roku.


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Gone...



Gone...

dyptyk

tusz na kartonie

2 x 100x70




Gone...

part 1

tusz na kartonie

100x70







Czyżby powrót Maoryskich Wojowników, którzy w komiksowych kadrach zamknięci zostali?
Czy może myśl o śmierci mojego Taty nie pozwala na pozbieranie myśli? 






Gone...

part 2

tusz na kartonie

100x70






A może zwykłe przygotowania do styczniowej wystawy w warszawskim Oddziale Sopockiego Domu Aukcyjnego?

Chorera wie...



Tak czy siak miło powrócić z ,,kreskową" stylistyką i maoryskiem tematem, z nowym i świeżym zamknięciu w wysublimowanej stalówce.