piątek, 16 września 2011

Pink Friday 12


Jestem, pędzę, zaraz będę :D
a raczej już jestem z powrotem, bo mam się dobrze :P

Po ponad 2 miesięcznej przerwie powracam na hadesowe poletko :)
z nowościami, ploteczkami i kolejnymi słodkimi opowieściami o hadesie, rozlewające miody na jego serce i nie tylko (które za wszelką cenę stara się zniwelować do minimum, a Ja nie pozwolę tak bardzo bajerować czytelników) ;] z racji, że sam emocjonalną istotą jestem, więc i te emocje najbardziej dostrzegam, które mimowolnie i bez mej ingerencji wyciągam - a raczej same one wychodzą - w szczególności od starszaków - bo jak tu nie zaopiekować się takim słodkim i pustym maleństwem, mającym metr pięćdziesiąt w kapeluszniku ;]

Przez ostatnie 2 miesiące, miałem przyjemność znów wiele czasu spędzić w towarzystwie Freak'a... Były to chwile przepełnione w momenty jak i przełomowe w naszej relacji, tak i kooperacji, która dostała oficjalnej nazwy Ham&Kid, czy jak kto woli Załoga Dzi&Dzi (czyli Dzidzia & Dziadziu), o której obydwoje napisaliśmy tu i tu...
Spotkaliśmy się w tym czasie w czterech różnych miejscach, rozsianych po różnych zakątkach Polski (północ- południe), co doprowadziło do rozwinięcia skrzydeł przyjaźni oraz samego faktu wspólnego tworzenia, a aura otoczenia, tylko sprzyjała całemu rozwojowi akcji :)
ale o tym napiszę w kolejnych odcinkach Pinku - by od razu nie wylewać kawy na ławę ;]
Kto by pomyślał, że przypadkowa znajomość i współpraca, która miała początkiem posłużyć tylko do mego aktowego warsztatu przy egzaminach, doprowadzi do poważnych planów współpracy, która w końcu zaczyna się krystalizować...
Plany są dość ambitne- wymagające zaangażowania i pracy z obu stron...


Hades Dziaduszek, faktycznie prywatnie jest... dziaduszkiem, i to w każdym aspekcie tego słowa ;] nie mówię tego tylko dlatego, że podczas biegów leśnych dostawał zadyszki, narzekał na zmęczenie wymawiając słowa rozlazłym głosem (daleko jeszcze???), burczenie w brzuchu, radosne pierdzenie, komary, ubierał się dość ubogo w rozciągniętym i rozlazłym swetrze, przemierzając miasto w czarnej, wełnianej czapce, lub zarośnięty niczym cap (od stóp do głów- łół) można mu było dodać +20, do wieku w którym obecnie panuje, a podczas korzystania z toalety, a raczej krzaczka, nie było słychać jednostajnego siiiiiiiik, a sik sik sik, sikkkk sik sik...
Ale głównie dlatego, że dał mi się poznać ze strony... ojcowskiej!
Różnica wiekowa faktycznie przekracza lat grubych kilka, a sam hds, wyzwolił z siebie instynkty rodzicielskie... Opowiadając ciekawostki z historii okolicy w których się poruszaliśmy, powracał myślami wstecz - by swoim życiowym doświadczeniem pokazać swoją drogę jaką przebył, by stać się takim a nie innym człowiekiem, błyskał wiedzą z zakresu różnych dziedzin, dając wiele rad Starszego Pana, no i co najbardziej mnie uderzyło - pokazanie swojej natury opiekuńczego... Tatina ;]
Tatina który pokazuje dziecku jak się pływa, jak się wiosłuje, jak się nawiguje łódką, jak rozpoznać w terenie która może być godzina, jak zrobić węzeł, poznać zwierzaka po tropie itd itp... to tak z grubsza :)
ale szczegóły również w innym odcinku pinkowego emocjonalnego...


kooperacja Ham&Kid przynosi nie tylko pierwsze efekty pracy wizualnej - tutaj szkic ,,Rapture In The Morning", o którym napisałem więcej u siebie, będącym preludium tego, czego można się po nas spodziewać - ale chyba wpływem jednego na drugiego w codzienności i podejściu do pewnych aspektów relacji, funkcjonowania i codzienności ;] uzupełniając swoje braki wzajemnie - choć ode mnie niewiele można się nauczyć - poza cierpliwością, wylewnością czy jak tutaj opieką - przykładem może być kilkudniowa dieta wegetariańska hds'a (bo jak wiadomo nie jem od 11 lat wszystkiego co na mnie się patrzy oczami), czy zrzucenie przez Niego kilku kilogramów (bo napatrzył się na wychudzone ciało K.I.M.'a) lub uzewnętrznienie więcej ciepłych pokładów emocjonalnych (pisząc chwilami więcej miłych słów na forum- bez ciętych ripost)...
Ja sam zacząłem ćwiczyć, biegać, rzuciłem palenie, co uwarunkowało przybyciu kilku kilogramów w masie mięśniowej - głównie właśnie hades mnie do tego zmotywował swoimi opowieściami no i samo patrzenie na niego sprawia, że człowiek popada w jeszcze większe kompleksy niż posiada ;] zmieniłem garderobę na nieco więcej niż czerń, i zaprzestałem za bardzo przejmować się opinią otoczenia wobec swojego pląsu - nie zważając na krytykę, jeśli jest bezpodstawna... ale jeszcze długa droga przede mną, by stać się ,,małym hadeskiem"- bo jest to główny cel Freaka - by uplastycznić mnie na swój obraz i podobieństwo ha ha ha ha
jak na razie efekt jest mizerny, ale podobno widzi światło w tunelu ;P


Na zakończenie bezproduktywnego ślinotoku, zdjęcie podesłane mi anonimowo na maila...
Zostaliśmy z Hadesem ukradkowo przyłapani w naszej melinie, na obmyślaniu planów kooperacyjnych oraz zmieniania świata na bardziej pozytywny...
Autor zagroził słowami kilkoma oraz wielkim uśmiechem na twarzy :P


dedykacja muzyczna sprowokowana poprzez samego hds'a, który nakarmił mnie w wolnym czasie, podczas mych oględzin w sławnym z opowiadań ,,kurniku" (gdzie miałem przyjemność podpatrzeć jego wyczyny w pracy - kolejny szok który przeżyłem - widząc Go w całkiem innej roli)



Anu a ja pożyczam miłego weekendu i mam nadzieje, że znów będzie mi się tu mile pisało piątku każdego :)
fajnie było tu powrócić :D

pozdrawiam

K.I.M.

czwartek, 15 września 2011

,,Rapture In The Morning..."


,,Rapture In The Morning..."

ołówek na kartonie
100x70


Oczekiwałem tego momentu by w końcu oficjalnie przedstawić pierwszy efekt współpracy kooperacji Ham&Kid (Dzi&Dzi),
(o której można wyczytać tu i tu)
która będzie niosła za sobą wspólne portrety oraz akty stylizowane, tematy nad którymi obydwoje pracujemy rozkładając je na czynnik pierwszy- gdzie to głównie hds podrzuca pomysł i inspirację (tak tak- nie ja, lecz On), oraz połączenie mojego warsztatu z hadesowym rzemieślnictwem- ale więcej nie zdradzam póki co...

Otworzyły się pewne bariery, które z kajdan zostają zrzucone, a ja sam zabieram się za ogarnianie emocjonalne oraz psychologiczne tematów, miłości oraz relacji międzyludzkich...
Za co są odpowiedzialne pewne osoby, które dały mi ostatnimi wielkiego kopa!!!
Jest to początek czegoś nowego, co otworzył tryptyk ,,Sensitivity & Freak'in Beauty...".
Jednak wszystko ma swój cel i czas, i pewnych etapów po prostu się nie przeskoczy...
mimo, że bardzo by się chciało- tak się jednak nie da w sztuce (choć może to za mocne słowo), inaczej- w artystycznych chrabąszczach...

Chciałem bardziej emocjonalnie przedstawić teatralność, znaczenie & własną myśl przewodnią do tej pracy, ale zdecydowałem, że interpretację przy kolejnych tworach zostawiam głównie odbiorcy, by nie podawać gotowca na tacy, lecz pobudzić troszkę do działania- nie oznacza to, że komentarz z mej strony się nie pojawi- nie teraz, lecz przy ,,Making Of The...", gdzie pojawią się również szkice wstępne i sam etap powstawania danej pracy :)
Doszedłem do takiego wniosku dzięki Waszym komentarzom & wskazówkom, podczas dyptyku ,,Descent Into Hades..."


Jako wstępny zarys opowieści, pozwolę sobie użyć komentarz Rogalika
(o którym niebawem, będzie coraz więcej na blogu),
podczas publikacji tej pracy na forum publicznym w zeszłym miesiącu:

,,Podoba mi się, że ten rysunek opowiada teatralnie historię i że nie popadasz w samo studium postaci. Pretekstem wydaje się być historia, reszta krystalizuje się sama. Mógłbym napisać coś o lewej nodze postaci po prawej stronie... Uświadomiła mi podobieństwo do jednej z moich ukochanych rzeźb, którą zatytułowałem "Zgwałcony". I tam jest również lewa noga postaci o podobnym kształcie. Nie sugeruję niczego. O nie! Widzę po prostu część wspólną. Te dwie postaci pozwalają stwierdzić, że praca jest o upadku, próbie podniesienia się, wołaniu o pomoc, wręcz o błaganiu, chociaż dostrzegam tu dwoistość błaganie miesza się z niemożnością dostrzeżenia siły wyższej, która jest przecież ideą, myślą, człowiek potrzebuje wiary, ale czasem przywiera do podłogi, bo po głowie różne myśli chodzą mu katastroficzne... ; ) "

na takie komentarze i słowa czekam...
czekam...
czekam, bo po to to robię...
słowa, czy to pozytywne czy negatywne, bardzo mnie inspirują, wiedząc, że ktoś jednak potrafi popatrzeć głębiej, dalej niż na sam warsztat, nad którym ciągle pracuje i chce się zatrzymać na chwil kilka, patrząc na artystyczny produkt- jestem tylko rzemieślnikiem i chce nim pozostać...

(ale o tym więcej przy nadchodzącym- emocjonalnym- nocnym raporcie...)


Jeszcze jedno odnośnie pracy...
celowo i świadomie został zastosowany pewien nienaturalny zabieg, mam nadzieje, że któryś z czytelników pokusi się o dostrzeżenie i wytknięcie ;)
albo nawet i uzasadni w jakim celu został zrobiony- hds nie masz głosu!
przy ,,Making Of The..." będzie i wytłumaczenie ;]
takich zabiegów (nie tylko konkretnie takich jak w tym przypadku) będzie również więcej...
świadomość tego co robię i jak robię, jest coraz większa...

na zakończenie dedykacja muzyczna, która wylała na mnie kubeł nieziemskich emocji...



na zakończenie troszkę prywaty, czyli chciałbym pochwalić się, że od jutra zaczynam przez najbliższy tydzień prowadzić zajęcia z rysunku & malarstwa :)
gdzie do dnia przewracać będę skrzynki z warzywami a nocą ogarniać zamówienia-
nie zapominając o codziennym, godzinnym treningu, oraz niekończących się ostatnich... adoracjach...

wiadome jest, że bilokację opanowałem do perfekcji ;]

środa, 14 września 2011

,,Sensitivity & Freak'in Beauty..."


,,Sensitivity & Freak'in Beauty..."

tryptyk

ołówek + czarny akryl na kartonie
3 x 100x70

całość:
100x210

Patrząc kilka postów wstecz, można się dowiedzieć, że pierwszą wersją rysunkową, był sam dyptyk
(part 1 & part 2),
który zupełnie przypadkowo, podczas rozkładania szkiców na podłodze pracowni sam w sobie przerodził się w tryptyk...
dla mojego zaskoczenia, efekt jak najbardziej pozytywnie przypasował mi do gustu, choć nie ukrywam, że nie są to moje ulubione szkice (chyba w ogóle takowych nie ma jak na razie w moim małym dorobku kuferkowym)


Centralną częścią tryptyku stanowi ,,Freak'in Beauty...", będącym prędkim szkicem przed powstającym obrazem olejnym pod tym samym tytułem, który miał tylko złapać proporcje pozującego hds'a...
z racji, że szkic nie był zadowalający jak i dla mnie, tak i dla Freak'a, to nie zdecydowałem się na publikację w majowym okresie, kiedy to został ogarnięty...
Dopiero podczas wystawy ,,Passion Of The K.I.M.", kiedy to Kapro wybrał mi osobiście prace, które powinienem zawiesić podczas wernisażu (za co dziękuje), zacząłem powoli się do Niego przekonywać...
A gdy wylądował przez przypadek w otoczeniu dyptyku ,,Sensitivity..." dopiero nabrał wyrazu, bo samodzielnie jednak się nie bronił- obwiniam o to sam fakt lekkiego szkicu, bez cieniowania...
Mimo odległości między rysunkami kilku miesięcy, to jednak zamknęły się w jedną całość...


Szkice z ostatniego okresu są niczym karty pewnej opowieści, treści, które można czytać krok po kroku... jedna układa się za druga, druga łączy się z trzecią...
jako pierwsza oficjalnie zauważyła to Aneta- Pipa Gradowa :)
podobna stylistyka & podobieństwo tematu, który w tamtym okresie był mi potrzebny, nie tylko z racji teczki na egzaminy wstępne- które były wtedy główną motywacją hds'a, by użyczyć swojego wizerunku, co później spowodowało przyjacielską współprace...
jak można przeczytać we wczorajszym wpisie Freak'a
(przyznaje się, że troszkę pięta została ruszona)-
kooperacja Ham&Kid, bądz jak kto woli Załoga Dż&Dż, ma się dobrze i przynosi kolejne efekty współpracy- niektóre projekty sa tak niesamowicie intrygujące, że tylko czekam na więcej czasu, którego robi się jakoś coraz mniej na prywatne oględziny...


muzyczna dedykacja przypasowała jak i tematycznie, jak i wizualnie...
balansujące ciało z połączeniem grafiki (w tym wypadku komputerowej animacji)...
znakomite wykorzystanie mapping'u jak dla mnie ;]
do tego piękno & niesamowity głos- nie może być to nikt inny jak sama Beyonce ;)



na zakończenie ,,Freak'in Beauty" podczas wystawy w Artefakcie :)

wtorek, 13 września 2011

Hasający Dialekt Sarkastyczny 17

Po prawie dwumiesięcznym braku zamęczania Was moją bytnością tutaj, czas wrócić z kolejną porcją złośliwości i „dobrych” rad ;D
Wzrokiem staram się sięgać jak najdalej, lecz upragnionego celu uczłowieczenia małpy, nadal nie widać.
Pojawiają się jakieś pierwiosnki, sasanki, czy inne kwiatki, jednak ścieżka do kimoniej, złotej jesieni życia, jeszcze długa, kręta i wyboista. Po drodze wiele mylnych rozstai, zwodniczych znaków, awarii sprzętu, zbrodniczych Zbójcerzy oraz innych niebezpieczeństw.

W komentarzu, pod jednym z ostatnich wpisów przed wakacyjną przerwą, napisałem:

Dotychczasowym problemem Kimiego jest zbyt emocjonalne podejście do życia (pod wpływem chwili, sugestii innej osoby).
Broń Boże nie jest to wada.
Taki urok artystycznych dusz, bez którego nie byliby twórcami.
Jednakże podczas pisania bloga, mogą z tego powodu pojawić się problemy,dlatego z jednej strony rozumiem podział na dwa (oficjalny-prywatny), zgadzając się z Green, że każdy potrzebuje jakiegoś „wentyla do spuszczania życiowej pary”.
Grunt, żeby tę parę spuszczać w sposób kontrolowany, czego w obecnym,kimonkowym ślinotoku brak.
Cóż, młodość i brak doświadczenia robią swoje, ale dobrze chłopak robi,czerpiąc garściami od Doro, jak opisywać emocjonalność, trzymając ją w ryzach rozumu ;D

Marian niech rzeczywiście pójdzie na bloggerowy odwyk (to „paskudztwo” uzależnia).
Jest lato, czas odpoczynku, uroczej pogody, szkoda czasu na pierdoły.
Emocje się uspokoją, blog nie umrze z powodu ciszy, w główce się poukłada (chyba), zostaną nadrobione chrabąszczowe braki, życiowy akumulatorek naładuje się pozytywną energią, samozwańczy menadżerowie do spraw małpiego wizerunku ;) wypracują status quo, zaszyci na tajnej naradzie gdzieś w sadzie hahaha.

W uzupełnieniu do tegoż posta, Kimon dostał miesięczny szlaban na Bloggera, głównie w celu nadrobienia oczywistych zaległości wiedzowych, aby podczas jesiennego wejścia w uczelniane progi, nie zawieść ogromnego kredytu zaufania, danego przez grono pedagogiczne, ze względu na obiecujący talent.
I co?
Pstro i hasająco ;]

Z Kadym jest jak z zeszytem, w poniższej reklamie dyskontu spożywczego ;D
Szlaban – złamany!
Jeden wpis tutaj + nagłe uruchomienie i działanie na innym poletku. Do tego intensywniejsze udzielanie się na Facebooku i portalach artystycznych!
OK. Może powinienem uściślić, że ogólnie chodziło o Internet;)
Książki były… na półkach!
Na pytanie – Why? Padła odpowiedź – No przecież tyle się w sierpniu działo, bo warsztaty, bo zieleniak, bo HTFy i inni znajomi, bo podróże, a poza tym „przecież przeczytałem jedną, ważną, grubą książkę!”, zatem o co kaman dziadu ;)
Ręce mi opadły, a do tego jeszcze szczęka innym razem gruchnęła o posadzkę, gdy przy kolejnych zamęczaniu pytaniami o naukę, usłyszałem – "SRAĆ NA WIEDZĘ!"

Czuję się jak Stasia Bozowska ;DDD
Tymczasem ten, który powinien być najbardziej zainteresowany, fika radośnie koziołki na drzewach i hasa boso, przez lasy, łąki i pola ;)))
Marian ewidentnie zmienił styl.
Negroidalna buźka nabrała krągłości, zaczął ćwiczyć, biegać oraz więcej jeść (podobno już przybrał na masie mięśniowej 5 kg), zgolił sierść obficie porastającą ciałko, w strojach przestała dominować ulubiona czerń.
Chociaż pod tym względem zaczyna przypominać człowieka ;D

Małpik wrócił w różowo-infantylnym stylu, do pisania tego bloga, przez co do końca wyprowadził z równowagi, powakacyjnie rozchwianą Doro, prowokując do pierwszego, dramatycznego w swej treści, wpisu na tym polu.

Z kolei nasza artystyczna kooperacja nabrała rumieńców.
Pojawiły się kolejne projekty, będące w fazie planowania lub wczesnej realizacji.
Najważniejsze, że wymyśliliśmy oficjalną nazwę dla firmowania tych wspólnych działań.
Ham&Kid
Sprytny anagram skrótów od naszych pseudonimów, obrazujący kto jest kim w tym duecie.
Inną wersją nazwy jest Załoga Dzi&Dzi, czyli skrót od Dzidziu & Dziadziu ;)

Na zakończenie obowiązkowa dedykacja muzyczna.
Dziewczęta z Ukrainy początkowo miały być zaprezentowane w nadchodzącym SZF, jednak stwierdziłem, że poświęcę ten teledysk dla tego bloga.
Swoim kolorystycznym, „bogatym” w treści, kulinarnym rozpasaniem, obraz idealnie wpisuję się w obecny trend tego miejsca ;]
Chrupanie szparaga, łykanie ostrygi, smarowanie kawiorem, rozbijanie jajek, kasa, ciasny korytarz, czochranie królisia, kruszenie homara, naciąganie gaci, chłeptanie wody, jazda rowerem, ssanie złotej rybki, błyskotki – ewidentna alegoria naszej współpracy hahaha

Wieśniacki artycha - Kociornica

Podczas jednego z Pink Friday'ów, Kimon wygadał się przed oficjalną prezentacją, że podarowałem mu własnoręcznie wydzierganą małpkę.
Byłem w wielkim szoku, gdy zachwyt nad nią, okazała Doro ze Starego Sadu.
Od słowa do słowa, ugadaliśmy się na transakcję wiązaną, czyli ona robi mi cynamonowo-labradorytowy naszyjnik, a dla niej będzie zawieszka w podobnym klimacie.
Kolejny szok nastąpił, gdy zażyczyła sobie... ośmiornicę, bo spodziewałem się kotka (odrobinę przeprojektowałbym małpkę, zmieniając uszy oraz ogon i robota z głowy).
Głowonóg to już poważna sprawa.
Jednak nie byłbym sobą, gdybym nie zrobił maleńkiego psikusa, zatem morski mięczak, zmutował razem z sierściuchem w Octopussycat, zwaną swojsko Kociornicą.

Czasu na takie robótki mam niewiele, ale dzięki temu mogłem prezentować Wam kolejne tajemnicze etapy tworzenia (tutaj oraz tutaj).

Małpka jest szybkim i bezbolesnym dzieckiem (owocem jednego, upojnego wieczoru), natomiast drapieżna Kociornica, rodziła się w bólach i mękach (te wszystkie zawijasy, kropeczki, otwory - masakra).
Ostatecznie jestem dumny z kolejnego bachora, tym bardziej że cudnie podkreśla zjawiskową urodę, płomiennowłosej właścicielki.
Uroczysta wymiana, nastąpiła podczas artystycznych warsztatów, w których miałem przyjemność uczestniczyć pod koniec lipca, przy okazji osobiście poznając masę fantastycznych ludzi.
Chyba mam jakąś chorobę mózgu, bo strasznie miły się zrobiłem ;D

Być może w nieokreślonej przyszłości, skrobnę kilka zdań na temat tego: co, jak, dlaczego, po co, z kim się tam działo?
Natomiast obszerną relację, możecie sobie przeczytać w tych kilku wpisach, zamieszczonych na blogu organizatorki.

Na zakończenie prezentuję jeden z dorowych prezentów zwrotnych.
Na zdjęciu smaży się na plaży, z kolei dumnie prezentuje się na mojej brudnej szyi, w towarzystwie wisiorkowych zwierzaków na ichnich właścicielach, na jednym ze zdjęć w tym wpisie.

Jeszcze smutna wiadomość.
Czarny Marian urwał niedawno kościanej małpce ogon i gdyby nie zaokrąglone uszy, to wyglądałaby jak kot.

Matka Chrzestna Bloga Mego czyli Mój Prywatny Doradca Artystyczny


Z racji, że wczoraj na światło dzienne ukazały się pierwsze oficjalne słowa Doro, jako członkini poletka ,,Passion Of The K.I.M.", chciałbym oficjalnie i na forum przywitać Matkę Chrzestną Bloga Mego czyli Mojego Prywatnego Doradce Artystycznego- znaną bardziej jako Starą (Wiedźmę) z Sadu ;] oraz zachęcić czytelników do oględzin jej prywatnego cyklu
,,Niespieszny Traktat O Temperowaniu Ołówków czyli D'oro się wtrąca"
(który doczekał się również swojej własnej etykiety)
gdzie sama Doro pokazywać będzie wady i ubytki mojej twórczości, poszczególnych prac, oraz całościowego ogarnianego tematu. Będzie również sarkastycznie wytykać mi błędy w twórczych chrabąszczach oraz od czasu do czasu ukazywać swoje własne twórcze inspiracje, zachęcać do wystaw, książek oraz nowinek kulturalnych...

Będzie to miły, nowy cykl u boku mojego ślinotoku, chrabąszczy twórczych, hasów z HTF'ami i Cypiskiem, Love Is The Devil, Nocnych Raportów czy K.I.M. LifeStyle...
no i oczywiście Hasającego Dialektu Sarkastycznego, gdzie hds- pierwszy członek kooperacyjny poletka- bawi się w kompromitacje mojej osobowości pokazując mnie z bardziej infantylnej, nieznanej nikomu innemu strony- za co Go ubóstwiam ;]

Bardzo się ciesze, że obydwoje chcą poświęcać swój czas na naskrobanie słów kilka tutaj, bo zajęci są natłokiem dziennych zajęć oraz prowadzeniem własnych poletek blogowych ;]
pierwsza ich (nasza również) oficjalna konfrontacja miała miejsce tu, gdzie bariera internetu została przełamana...
są to chwile dla mnie bardzo ważne...


Chwilami w tej przyjaźni czuje się jak ogarnięty skrzydłem, a raczej dwoma oddzielnymi skrzydłami, które otaczają mnie swoją opieką, troską o przyszłość, relacje, emocje i stawianiem mnie do pionu, gdy trzeba...
Cieszę się, że obydwoje pojawili się tak nagle w mojej autonomii, bo Jedyny Bóg wie, jak ta relacja wygląda od wewnątrz- słowa nie potrafią tego ogarnąć- choć zapewne nawet i na forum się to udziela :)

blog ciągle się zmienia i ewoluuje...
zaczynałem pisać go sucho...
później bardziej rzeczowo...
następnie emocjonalnie- nawet za bardzo...
później znów rzeczowo...
następnie bardzo, bardzo luźno, infantylnie i ślinotokowo w swym pozytywie, bawiąc się w chat'erię z bloggerami...
później znów emocjonalnie...

ale po miesięcznej ( w sumie nawet dwu miesięcznej) przerwie stwierdziłem, że czas oddzielić owy blog od chrabąszczy- stąd oficjalne portfolio, które powoli pnie się do góry w oglądalności z artystycznych stronek internetowych...
twory artystyczne a zabawa w autonomii...
a skoro mam pozostać człowiekiem, nie artystą, jak to Rogalik stwierdził, nigdy nie pozwolę by woda sodowa uderzyła mi do mózgu (i chyba obydwa członkowie poletka mi na to nie pozwolą) czy stać się zimnym w swych doznaniach...
dzieląc... na dwa... dwa światy...


Oficjalni członkowie poletka :)
hds, Doro & K.I.M.

(proszę zwrócić uwagę na te piękne szyje & naszyjniki)

jakoś tak wizualnie skojarzyło mi się z HTF'ami ;]
trójkąty dobre są & zawsze się mnie trzymają...



Chciałbym napisać o wiele więcej... Więcej o Doro... O naszych początkach, gruntowaniu znajomości później przyjaźni... ale po wczorajszym wpisie, prywatnej reprymendzie i wzięcia do serca sugestii kilku osób z zewnątrz, ostatni raz tak emocjonalnie opisuje te dwie osobowości :)
koniec łechtania Maminy & Tatina
czytaj Wiedźmy i Dziaduszka ;]

anu i muzycznie na dziś :)
dla obydwu trójkątów ;]

poniedziałek, 12 września 2011

,,Sensitivity..." dyptyk


,,Sensitivity..."
dyptyk

ołówek + czarny akryl na kartonie
2 x 100x70

całość:
100x140

Zatem dyptyk ukazał się w swej całej okazałości...
jak wspomniałem dyptyk przerodził się w tryptyk, ale o tym dopiero jutrem :)

part 1 dostępna tu
part 2- tu
gdzie można wyczytać więcej na temat samej pracy, po co, jak i dlaczego...
Link
Zarzucono mi, że stopy są niewidoczne, przez co cała praca i ,,akt uniesienia" tracą na wartości i samym odbiorze, ale to niestety wynik słabego zdjęcia- tak ciężko mym średniowiecznym aparatem zdobić dobre zdjęcia rysunków
(samo robienie zdjęć ołówkowi, to nieziemski wyczyn,
by wyszło naturalnie- u mnie niestety nie wychodzi...)
dlatego by nalać wody w usta niedowiarkom, że stóp nie widać- zdjęcie ze... stopami ;P


Prace są jeszcze z początku sierpnia...
pierwsze kroczki w nowej formie, która przerodziła się w nieco inny, teatralny sposób wykonania, bez użycia czarnego akrylu...
chociaż sam akryl stał się dla mnie charakterystyczny w połączeniu z ołówkiem, ale by nie popaść a rysunkową manierę, prędko odsunąłem go ze swych mediów...
prędko jak prędko, bo przez kilka miesięcy pojawiała się taka forma rysunkowa, która wiele ułatwiała...
No i sam lubuje się w płaszczyznach, monochromie i kontrastach...
ale powiedziałem sobie obecnie- basta ;]
przynajmniej na chwil kilka obecnych...

Dlatego długo zastanawiałem się czy wrzucić owy dyptyk, ale chronologię trzeba zachować, by wszystko miało ręce i nogi ;]
pokazując przejścia z jednego etapu w drugi, z jednej stylistyki w drugą, z poszukiwania w formę...

Usłyszawszy, że rysunek mam o wiele lepszy od malarstwa- zadzwoniły mi te słowa w uszach, co z jednej strony zmotywowały do pracy graficznej, z drugiej odrzuciło mnie od malarstwa...
tak...
troszkę sobie poluzowałem i odpuściłem w oleju, zostawiając wiele prac niedokończonych z etapu, gdzie jeszcze hds błogo pozował, a które obrazy niestety zostały troszkę zniszczone przez siły mi do końca nieznane...
ale i tą zagadkę kiedyś rozwiąże...
jedynie komisja z ASP podczas egzaminów i odwiedzający pracownie mogły dostąpić ,,zaszczytu" ich zobaczenia...
ale nie znaczy to, że prac tutaj nie będzie- nie nie- kilka powstało z martych, a inne zmieniły swój wyraz, nad którym przyjdzie czas jeszcze popracować...

a jak na razie szykuje się obraz olejny, nad którym poświecę nieco więcej czasu i będzie to nieziemska wyprawa- do której oprócz wyobraźni, pomysłu i emocjonalności jest jeszcze potrzebna wiedza... z zakresu biologii ;P
zatem szkice już ostro powstają...

dedykacja muzyczna dziś pozytywna :)
i to bardzo bardzo :D bo mi w uszach dzwoni...
skoro jest taneczne przedstawienie w rysunku, trzeba się troszkę poruszać jak pewien Pan ;]



a na zakończenie dowody mojej kolejnej reformy...
tym razem wizualnej...
jak to kobieta... czas w końcu wybrać się na zakupy...
i to nie byle jakie ;]
nie wierzyłem, ze można dostać tyle męskich rozmiarów s i xs i to nie na dziale dziecięcym ;]
w końcu nie będę wyglądał jak worek kartofli ;]
no i widać coś więcej niż czarny kolor, w którym się lubuje ;]


o jak błogo było dostać kilka rzeczy w ,,gratisie" od pana Rafała sprzedającego owe perełki, który sam ochrzcił się moim prywatnym stylistą wizualnym, który pamięta jeszcze okres kiedy chodziłem w szerokich spodniach i kolczykiem w nosie (!!!) ;P
a dla mojego zaskoczenia okazało się, że wie o mnie dużo... zbyt dużo, co troszkę mnie zaniepokoiło... tym bardziej, że wydawało mi się, że widzę go pierwszy raz na oczy ;]

tyle prywaty ;]

aha
i fotograficzne pozdrowienia dla Doro, która powróciła do żywych po urlopie ;]
taki ,,lodowy" kubeł zimnej wody, by otrząsnęła się z traumy polskiej jesieni ;P
która ,,uwielbia" moje zdjęcia na różowej ścianie pracowni ;]


fot. MPŁIP

(Mój Prywatny Łechtacz Infantylnej Próżności)

lody jagodowo- wiśniowo- porzeczkowo- tiramisowo- straciatella ;P
mówiłem że nie mam umiaru w słodkościach?