środa, 21 września 2011

Making Of The... ,,Rapture In The Morning..."- detal- Kim


Dziś druga odsłona cyklu ,,Making Of The...", gdzie wczoraj krok po kroku przedstawiłem powstający detal drugiej postaci, w pracy ,,Rature In The Morning"...

Początkowo cykl powstał zupełnie przypadkowo, gdzie jedna z czytelniczek, która trafiła na mnie poprzez artystyczny portal digart, a dalej na owego bloga, chcąc zobaczyć jak powstaje obraz od początku do końca...

Tak też się stało :)

Ale wczoraj zupełnie inaczej popatrzyłem na sam fakt ukazania powstawania pracy...
Ostatnio toczy się wiele rozmów na temat artystycznych chrabąszczy i podejścia do emocjonalności w twórczości (niekonieczne mojej) oraz sposobu patrzenia na to co dzieje się w środku i dookoła prywatnej autonomii- skupiając się na patrzeniu dalej...

Samo stawanie się obrazu, krok po kroku, jako osobne plansze, które same w sobie mogą mieć siłę przekazu, ukazując na końcu efekt finalny...
W tym przypadku ,,Rapture In The Morning" byłoby to ukazanie- w przypadku postaci silniejszej- mistycznej siły, która zaczyna nabierać kształtu, formy i wyrazu;
a w tej delikatniejszej- ukazanie upadku, niemocy i słabości...









Podczas udziału w festiwalu WPA (na którym niestety się nie pojawiłem, z racji spraw prywatnych, ważniejszych i niestety smutnych, na których Kapro godnie się zaprezentował jak twórca), chciałem pokazać swoje prace od szkiców wstępnych, luźnych, poprzez szkice tuszem, te realistyczniejsze w ołówku, zakańczając na gotowym obrazie na płótnie...
Etap szkicowy zawsze był dla mnie ważny, może są to naleciałości po studiach projektowych jakie skończyłem, gdzie wszystko musiało powstawać od pomysłu, inspiracji, szkiców, szkiców wstępnych, tych realistycznych, szukania formy, przekształcania jej, dobierania kolorów, materiału, robiąc model, fotografie, kolaż- by mógł powstać ukończony projekt- bez tego sam fakt projektowania nie miałby sensu i prawa bytności, bo nie jest trawiony od środka...
Czerpie wiele z ukończonych studiów, łącząc to w obecne chrabąszcze...


Życiowy kontrast...
kolejna teatralna opowieść...

Miałem opowiedzieć o zabiegu, który został użyty celowo, by podkreślić teatralność i same postacie, w szczególności jedną- leżącą, która jest bardziej plastyczna, niż realistyczna...
Obydwie postacie zostały oświetlone z innej perspektywicznej strony...
Na postać w uniesieniu, światło pada z prawej strony do punktu centralnego, na postać leżącą, światło pada z lewej do środka...
początkowo wydawało mi się to nienaturalne, ale prędko się zgubiło podczas dalszego ogarniania pracy :)



na zakończenie muzyczna dedykacja, która ładnie obrazuje dany fragment szkicu, i tego co ze sobą niesie leżąca postać...

wtorek, 20 września 2011

Fafik's travels 20 - Podkarpacie: Łańcut

Panek zdążył już Państwa poinformować, że na koniec lipca byliśmy na krótkim wypadzie w podkarpackim.

Łańcut to mała, malownicza mieścina, która głównie słynie z jednego z najpiękniejszych polskich zamków-pałaców.

Wstyd się przyznać, ale zwiedziłem tylko jego park, urządzony w stylu angielskim.
Wnętrza udostępniane są dla grup, zbierających się co jakiś czas, a pochód przez komnaty trwa około godziny.

Na tyłach zamku, przez chwilę pogalopowaliśmy razem z małym chłopcem na panterze, zupełnie jak Witia na kocie, w filmie "Sami swoi".

Radosny to był has, ale lew upamiętniający wspólną wyprawę Potockich, do Sudanu Białego w 1924 roku, zrobił na mnie niesamowite wrażenie, a szczególnie jego... osobliwe spojrzenie.

W drodze powrotnej, natknąłem się na przydrożny krzyż, który obecnie można raczej nazwać przybarnym.

Tymczasem na noclegu w Starym Sadzie, spotkałem Ciasteczkowego Potwora, brzdąkającego na gitarze z jakimś autografem.

Zupełnie grzecznościowo, choć niechętnie, zapozowałem z glinianymi plackami, wyprodukowanymi przez uczestników warsztatów.
Proszę zwrócić uwagę, na małpie głowy, znajdujące się na dole zdjęcia.

Powstały prawdopodobnie w wyniku inspiracji głowami szybenickimi.

Making Of The... ,,Rapture In The Morning..."- detal- hds


Po ponad półrocznej przerwie, czas nażywszy powrócić z cyklem ,,Making Of The...", gdzie krok po kroku pokazuje etapy powstawania danej pracy.
Raz są to prace szybkie, powstające w godzinę czasu, innym razem te, które wymagają troszkę więcej czasu...
Po tak długiej przerwie, po raz pierwszy pokazuje etap powstawania rysunku, nie malarstwa- padło na pierwsze dzieciątko kooperacji Ham&Kid ,,Rapture In The Morning", a konkretnie fragment porannego uniesienia hds'a...


Pierwszą wizją szkicu, było pokazanie samego hds'a w formie uniesienia mistycznego, który miał sam oddziaływać na obrazie, mając pokazywać mistyczny stan porannego, męskiego erotyzmu...
Kiedyś Freak zapodał pomysł, że chciałby wystąpić w ,,Ekstazie Św. Teresy" (mimo,że było to powiedziane bardzo dwuznacznie i żartobliwie), co oczywiście nie przeszło obojętnie koło moich uszu, z racji, że sama Teresa, jej dzieła & duchowość karmelitańska była (i w sumie nadal jest) czymś dla mnie bardzo ważnym...

Patrząc na osobowość jaką jest hds, oraz sam fakt męskości & uniesienia (pod każdym aspektem tego słowa) nie mogłem inaczej potraktować pracy- powiązanej z uniesieniem niemistycznym, ale tym seksualno- porannym, kiedy to większość mężczyzn budzi poranny wzwód...

Po oględzinach szkicowych, doszedłem do wniosku, żeby treść była bardziej wymowna musi pojawić się ktoś jeszcze- ukazując ta seksualną relację oraz samą emocję, która jest nierozłącznym medium między jednym i drugim, z racji wielorakich rozmów, oraz własnych syntetycznych trawień, pokusiłem się w końcu by przedstawić nas obu na szkicu, będącym preludium'em wspólnej współpracy- o której od dawno konwersowaliśmy (nie tylko na forum)...

Nie było to łatwe w proporcjach połączyć dwa osobne obrazy, dwie namacalne osoby, by ze sobą współgrały, nie mając ich przed oczyma... Co innego gdy praca namacalnego człowieka, połączona jest z tworami wyobraźni- wtedy można bardziej się pobawić...
Pierwszy raz pokusiłem się o taki zabieg...











,,Rature In the Morning" jest pierwsza opowiadaną, teatralną ilustracją o relacjach łączących ludzi z emocjami... Jakie są to emocje, wystarczy przeczytać w ołówku...
Chciałbym opowiadać o relacjach... o trudnościach, o niedostępności i namiętności...
o barierach, niezrozumieniu, akceptacji i głębokich emocjach...
Dążę do tego i mam nadzieje, że przyjdzie taki czas, kiedy zacznie się tak dziać w tym co robię- bo jak na razie moje doświadczenie i warsztat są ograniczone...
jest to raczkowanie...
ale nie da się przeskoczyć pewnych etapów, trzeba je przejść...
Nie chce skupiać się na samym studium postaci, a o całościowym obrazie i tym co ma ze sobą nieść- nie w odbiorze wizualnym, ale tym głębszym...
Ale na to pracuje się całe życie...

W szkicu został ukazany pewien zabieg, który miał dopomóc w podkreśleniu sytuacji, o czym opowiem czy drugiej części ,,Making Of The... Rapture In the Morning", gdzie pokażę krok po kroku powstanie Kimiego...
a raczej upadek delikatności, małość przed wzniosłością dojrzałego mężczyzny...
oraz odkryje kolejne emocjonalne pokłady związane z pracą...


Nad ranem powstał kolejny ,,Nocny Raport", który nie zostało publikowany po bardzo, ale to bardzo trawiącym mnie dniu, bo za bardzo przypominał mi słowa z zeszłorocznych
,,nocy duszy"...
Zbyt dużo emocji, które na chwilę obecną nie są wskazane, do publicznych opowiadań- czasem potrafię powiedzieć emocjom nie- autocenzura, choć wiem, że kiedy zacząłem emocjonalnie podchodzić do pisania, wyrzucając to co toczy się w moim wnętrzu- nieustanna walka emocji z rozumem, miłości z próżnością- wiele osób zaczęło częściej zatrzymywać się na tym poletku, szukając czegoś ponad...

Szukając opowieści o męskiej (?) wrażliwości...


Na zakończenie mała niespodzianka od Rogalika :)
dziękuje za klip promocyjny i rozpowszechnienie go na forum publicznym ;*
szok w trampkach :D

Making Of The... ,,Rapture In The Morning..."- detal- hds


Po ponad półrocznej przerwie, czas nażywszy powrócić z cyklem ,,Making Of The...", gdzie krok po kroku pokazuje etapy powstawania danej pracy.
Raz są to prace szybkie, powstające w godzinę czasu, innym razem te, które wymagają troszkę więcej czasu...
Po tak długiej przerwie, po raz pierwszy pokazuje etap powstawania rysunku, nie malarstwa- padło na pierwsze dzieciątko kooperacji Ham&Kid ,,Rapture In The Morning", a konkretnie fragment porannego uniesienia hds'a...


Pierwszą wizją szkicu, było pokazanie samego hds'a w formie uniesienia mistycznego, który miał sam oddziaływać na obrazie, mając pokazywać mistyczny stan porannego, męskiego erotyzmu...
Kiedyś Freak zapodał pomysł, że chciałby wystąpić w ,,Ekstazie Św. Teresy" (mimo,że było to powiedziane bardzo dwuznacznie i żartobliwie), co oczywiście nie przeszło obojętnie koło moich uszu, z racji, że sama Teresa, jej dzieła & duchowość karmelitańska była (i w sumie nadal jest) czymś dla mnie bardzo ważnym...

Patrząc na osobowość jaką jest hds, oraz sam fakt męskości & uniesienia (pod każdym aspektem tego słowa) nie mogłem inaczej potraktować pracy- powiązanej z uniesieniem niemistycznym, ale tym seksualno- porannym, kiedy to większość mężczyzn budzi poranny wzwód...

Po oględzinach szkicowych, doszedłem do wniosku, żeby treść była bardziej wymowna musi pojawić się ktoś jeszcze- ukazując ta seksualną relację oraz samą emocję, która jest nierozłącznym medium między jednym i drugim, z racji wielorakich rozmów, oraz własnych syntetycznych trawień, pokusiłem się w końcu by przedstawić nas obu na szkicu, będącym preludium'em wspólnej współpracy- o której od dawno konwersowaliśmy (nie tylko na forum)...

Nie było to łatwe w proporcjach połączyć dwa osobne obrazy, dwie namacalne osoby, by ze sobą współgrały, nie mając ich przed oczyma... Co innego gdy praca namacalnego człowieka, połączona jest z tworami wyobraźni- wtedy można bardziej się pobawić...
Pierwszy raz pokusiłem się o taki zabieg...











,,Rature In the Morning" jest pierwsza opowiadaną, teatralną ilustracją o relacjach łączących ludzi z emocjami... Jakie są to emocje, wystarczy przeczytać w ołówku...
Chciałbym opowiadać o relacjach... o trudnościach, o niedostępności i namiętności...
o barierach, niezrozumieniu, akceptacji i głębokich emocjach...
Dążę do tego i mam nadzieje, że przyjdzie taki czas, kiedy zacznie się tak dziać w tym co robię- bo jak na razie moje doświadczenie i warsztat są ograniczone...
jest to raczkowanie...
ale nie da się przeskoczyć pewnych etapów, trzeba je przejść...
Nie chce skupiać się na samym studium postaci, a o całościowym obrazie i tym co ma ze sobą nieść- nie w odbiorze wizualnym, ale tym głębszym...
Ale na to pracuje się całe życie...

W szkicu został ukazany pewien zabieg, który miał dopomóc w podkreśleniu sytuacji, o czym opowiem czy drugiej części ,,Making Of The... Rapture In the Morning", gdzie pokażę krok po kroku powstanie Kimiego...
a raczej upadek delikatności, małość przed wzniosłością dojrzałego mężczyzny...
oraz odkryje kolejne emocjonalne pokłady związane z pracą...


Nad ranem powstał kolejny ,,Nocny Raport", który nie zostało publikowany po bardzo, ale to bardzo trawiącym mnie dniu, bo za bardzo przypominał mi słowa z zeszłorocznych
,,nocy duszy"...
Zbyt dużo emocji, które na chwilę obecną nie są wskazane, do publicznych opowiadań- czasem potrafię powiedzieć emocjom nie- autocenzura, choć wiem, że kiedy zacząłem emocjonalnie podchodzić do pisania, wyrzucając to co toczy się w moim wnętrzu- nieustanna walka emocji z rozumem, miłości z próżnością- wiele osób zaczęło częściej zatrzymywać się na tym poletku, szukając czegoś ponad...

Szukając opowieści o męskiej (?) wrażliwości...


Na zakończenie mała niespodzianka od Rogalika :)
dziękuje za klip promocyjny i rozpowszechnienie go na forum publicznym ;*
szok w trampkach :D

poniedziałek, 19 września 2011

Złocony dzik w glinie

Ostatni weekend lipca, zwieńczał pewien etap blogowych znajomości.
Na krańcu Polski (z mojego punktu podróży), spotkało się Kółko Wzajemnej Adoracji, skupione przy charyzmatycznej Doro.
Cukiniowa Czarownica, zorganizowała w swoim Starym Sadzie, warsztaty z Formowania Gliny oraz Współczesnych Technik Pozłotniczych.
Nabór na nie, odbywał się już na wiosnę, chętnych była cała masa, w wyniku morderczej selekcji, pozostało tylko dziewięciu najzdolniejszych.
Zakwalifikowali się: psychoanalityczna mistrzyni - Aneta, wieczne rozbawione HTF'y z przyjaciołami, prawiewarszawski Arthi, który w ostatniej chwili nie dotarł, głupawo hasający Kimi oraz moi z Fafikiem.
Po dwunastogodzinnej podróży pociągiem, dotarłem do malowniczego Łańcuta.
Pogoda śliczna, błękit nieba, białe chmurki, słonko grzeje, jednym słowem - sielskoanielsko.
Towarzystwo zjeżdżało się przez cały dzień, by wieczorem zasiąść w ogrodzie, przy grillu.
Sącząc piwko i inne alkohole, czas nam mijał na niezobowiązujących pogaduszkach i podśmiechujkach.
Tymczasem fronty pogodowe, zorientowały się gdzie spędzam wolny czas i przybyły umilać nasz pobyt nieustającym deszczem.
Żeby nie było, lojalnie uprzedzałem o takiej możliwości, w punkcie trzecim tego wpisu ;]
Notabene, padać przestało, gdy ostatecznie opuściłem Podkarpacie ;D

W sobotę odbyły się zajęcia z taplania w błocie, tfu... z formowania gliny.
Co prawda miałem chytry plan ulepienia czegoś szokujące, jednak glina była... za twarda ;>
Popołudniu, podczas tajnych rokowań, w domku na drzewie, skonkretyzowała się nazwa kooperatywy Ham&Kid.
Wieczorem Fafik poszedł zwiedzać Zamek w Łańcucie, a towarzyszący mu Małpik, zaliczał wszystkie drzewa w parku.

Niektórzy nie wytrzymywali ogromnego tempa zajęć i snem zmorzeni, trwali wieki zaszyci w pościeli.
Natomiast inni, w ramach tak zwanych zajęć dodatkowych, szydełkowali zwierzaki z włóczki.
W ramach wysępionego prezentu, otrzymałem czerwonookiego, wściekłego dzika z niespodzianką ;>
Jako dziękczynienie, zobowiązałem się zrobić z kości pewien przedmiot. Cieszę się bardzo z tego zamówienia, bo to będzie zupełnie nowa jakość w moich (po)tforach.

Niedziela była dniem złocenia.
Wyszło na to, że szkoliłem się tylko ja, gdyż cała reszta już to znała.
Niesamowite uczucie!!!
Nakładać delikatne płatki najprawdziwszego złota, na różne struktury.
Z wrażenia prawie się udusiłem, wstrzymując oddech, aby zbyt silnym westchnieniem, nie posłać zwiewnej blaszki w przestrzeń warsztatu.

Ostatecznie pozłociłem dwa przedmioty, wyłowione z morza, w chorwackiej Ulice.
Pierwszy przedmiot, nawiązuje do tytułu, jednego z odcinków przygód, legendarnej postaci komiksowej (niedługo na ekranach kin).
Drugi jest zabawą formą, gdzie jedna strona mieni się złotem, a druga naturalnie perłowo.

Nocami byłem wypożyczany (czytaj wędrowałem od łóżka do łóżka) jako uniwersalny termofor.
Podobno fantastycznie grzeję, cokolwiek to znaczy ;)))

Na zakończenie wspomnę, że naszyjnik wymieniony na wisiorek, był tylko jednym z wielu prezentów, które wywiozłem ze Starego Sadu - nawiązane znajomości, wspaniałe wspomnienia, masa zdjęć, szydełkowy dzik, cała głowa planów i projektów oraz miseczka Bastet.
Potajemnie wywiozłem też kilka marnych reprodukcji zdjęć, których nie zawaham się opublikować w lepszej rozdzielczości, w przypadku nie spełnienia żądań ;>

Dzięki Doro ;-*